Frank szwajcarski podzieli polski sektor bankowy? O tym zadecyduje Sejm

Wrzesień 7 2015 01:59PM

Polski sektor bankowy stoi wobec dużego wyzwania. Jeśli senatorowie nie odrzucą przyjętego przez Sejm nowego projektu ustawy o przewalutowaniu kredytów we franku szwajcarskim, możemy spodziewać się nawet ograniczenia dynamiki wzrostu PKB.

home-167734_1280

Komu opłaciła się spekulacja na franku szwajcarskim?

Przypomnijmy, że gwałtowny wzrost popularności kredytów walutowych w Polsce przypada na połowę 2000 r., kiedy banki coraz chętniej udzielały pożyczek hipotecznych w euro i dolarze, a z czasem także we franku szwajcarskim.

W 1999 r. frank wytracił dynamikę wzrostu i wyraźnie osłabł wobec złotówki – wtedy za 1 CHF trzeba było zapłacić 2,62 zł. Rok później było to już 2,39 zł, a w 2001 r. 2,41 zł [1]. W międzyczasie RPP sukcesywnie podwyższała stopy procentowe. Topniejące zainteresowanie kredytami hipotecznymi (i nie tylko) w złotówce było jednym z bodźców, dla których sektor bankowy wyszedł z pomysłem wzmocnienia aktywności kredytowej na franku.

Do chwili wydania Rekomendacji S przez Komisję Nadzoru Finansowego (1.07.2014 r.). we franku zadłużyło się blisko * 600,000 Polaków – w pozostałych walutach prawdopodobnie kolejne 100,000.

* BIK podaje, że w ostatnim kw. 2014 r. liczba osób, które zdecydowały się na kredyt we franku sięgnęła 566,000.

Frankowicze stanęli w obliczu pierwszego większego kryzysu w latach 2001-2003, kiedy to kurs franka wzrósł o blisko 25% z 2,41 zł w 2001 r. do 3,01 zł dwa lata później. Skala problemu nie była jednak imponująca, bo pierwsze kredyty walutowe zaciągane przed 2003 i 2004 r. były zarezerwowane wyłącznie dla najbardziej wiarygodnych klientów o ugruntowanej kondycji finansowej.

Prawdziwy boom na kredyty we franku przypada na przełom 2003-2004 r., kiedy złotówka zaczęła umacniać się wobec CHF, a koszty hipotek topniały z każdym kolejnym kwartałem. Szwajcarska waluta urosła do miana przystani kredytowej dla Polaków i to nie tylko tych, którzy starali się o finansowanie swojego pierwszego domu lub mieszkania. Nie bez przyczyny, bo współczynnikiem bazowym dla obliczenia oprocentowania kredytu we franku nie jest WIBOR (w styczniu 2003 r. WIBOR 3M wynosił 6,87%) a LIBOR (w tym samym czasie utrzymywał się na poziomie zaledwie 0,60%).

Różnica ponad 6 pkt. procentowych działała na wyobraźnię wielu Polaków, ale i sam sektor bankowy wydaje się, że nie był przeciwny tym daleko idącym spekulacjom. Bankierzy przedstawiali kalkulacje klientom i wskazywali na realne oszczędności. Część kredytobiorców uwierzyła, że mocna złotówka i stabilna sytuacja makroekonomiczna Szwajcarii nie doprowadzi do załamania kursu na parze CHF – PLN w kolejnych latach. Mylili się.

2008 r. skutecznie ostudził dobre nastroje frankowiczów

Mimo że już pod koniec 2005 r. pojawiały się pierwsze wyraźne ostrzeżenia ze strony polskich instytucji finansowych (m.in. UOKiK, Narodowy Bank Polski, KNF), że gra na obcej walucie to realne ryzyko dla kredytobiorców, wielu Polaków nie przywiązywało do nich specjalnej uwagi. Co więcej, w tym samym czasie po kredyty w CHF zaczęli sięgać nie tylko najzamożniejsi, ale i osoby, które miały na tyle słabą zdolność kredytową, że dopiero po wyborze franka szwajcarskiego jako waluty rozliczeniowej mogli pozwolić sobie na zobowiązanie o wartości kilkuset tys. złotych.

Należy jednak przyjąć, że głównymi beneficjentami CHF wcale nie byli kredytobiorcy z marginesu, a osoby, których nie było stać na obsługę zadłużenia o znacznej wartości. Sama Komisja Nadzoru Finansowego podaje, że tylko na przełomie lat 2006-2007 ponad 6,000 kredytów hipotecznych we franku miało wartość 600,000 złotych i wyższą, a w tym okresie na tak duży kredyt w złotówce mogło liczyć niewielu klientów.

W 2007 r. jeszcze nic nie wskazywało na nadchodzący kryzys. Dopiero w IV kw. 2008 r. trend wyraźnie odwrócił się i już po kolejnych 4-5 miesiącach z 1,96 zł za 1 CHF kurs wzrósł do 3,32 zł – co prawda nie na długo, jednak od tej chwili średnia kursu nie wróciła już do tej, którą mogliśmy obserwować w na początku pierwszego dziesięciolecia. Co istotne – mimo że pierwsze wzrosty w latach 2000 – 2003 odcisnęły się na portfelach tylko niewielkiej grupy zadłużonych, o tyle wzrost zainteresowania kredytami hipotecznymi w kolejnych latach oznaczał, że mamy do czynienia już z zupełnie inną skalą.

Z czasem światowa recesja spowodowała wyraźne osłabienie złotego wobec franka szwajcarskiego; średni kurs rósł w zasadzie nieprzerwanie od 05.07.2008 r. i dziś utrzymuje się na poziomie blisko 4,00 złotych (na dzień publikacji tego artykułu 3,90 zł za 1 CHF).

Pod naciskiem społecznym przyjęto ustawę antyspreadową

Gwałtowne odwrócenie spadkowego trendu franka szwajcarskiego miało swoje konsekwencje w portfelach kredytobiorców. Pod nieustającym naciskiem społecznym polski rząd uchwalił tzw. ustawę antyspreadową, która zmieniła obowiązujące prawo bankowe (zmiany wprowadzone w IV kw. 2011 r. miały być odpowiedzią na rosnące koszty frankowiczów, ale ostatecznie nie rozwiązały problemu u podstaw).

Głównym problemem frankowiczów nie jest jednak sam ** spread bankowy (choć nie da się jednak ukryć, że oszczędności na wymianie walut we własnym zakresie przy odpowiedniej skali mogą sięgać nawet kilkudziesięciu tys. złotych w skali 20-30 lat spłaty), a rekordowo wysoki kurs samej waluty.

Na to wskazywał już wtedy m.in. wiceprezes Związku Banków Polskich, Mieczysław Groszek.

** Kredytobiorcy ocenili, że spread sam w sobie stał się kolejnym źródłem zysków i nie pokrywał wyłącznie kosztu przewalutowania franka szwajcarskiego. Na kanwie tego przepisu podnosili, że umowy zawarte z bankami są nieważna (w tej części), bo działają na niekorzyść kredytobiorcy.

Nowy projekt pomocy przyjęty przez Sejm budzi wiele kontrowersji

Odpowiedzią na rosnące koszty obsługi kredytów hipotecznych we franku szwajcarskim stał się projekt ustawy złożony przez Sojusz Lewicy Demokratycznej. Zgodnie z jej treścią, całe ryzyko spekulacji na obcej walucie miałyby przejąć na siebie banki; najwięcej hipotek w CHF w swoich portfelach mają m.in.: mBank, Bank Millenium, Getin Noble Bank, PKO BP, BZ WBK.

Ekonomiści podnoszą, że nowa ustawa jest niezasadna, bo przeciwieństwie do innych przykładów, m.in. z Węgrzech, polscy kredytobiorcy dobrze znieśli rosnący kurs CHF. BIK podaje, że tylko 1,34% frankowiczów nie spłaca swojego zadłużenia w terminie (kredyty przeterminowane powyżej 90 dni).

W praktyce, gdyby kredyty we franku szwajcarskim zostały przewalutowane na złotówkę, 90% kosztów tej operacji poniosłyby banki. Podczas obrad 05.08.2015 r. Sejm zaakceptował projekt złożony przez SLD i stał się jednocześnie kością niezgody między parlamentarzystami a polskim sektorem bankowym. Z prostego powodu – pierwszy projekt złożony przez PO zakładał, że koszty będą proporcjonalne dla każdej ze stron, równo po 50%.

Z szacunków KNF wynika, że gdyby ustawa została przyjęta, całkowity koszt przewalutowania kredytów we franku szwajcarskim sięgnąłby blisko 22 miliardów złotych, a to znacznie więcej niż szacowano do nie dawana. Jeszcze większych strat spodziewa się prezes Związku Banków Polskich, Krzysztof Pietraszkiewicz, jednak im bliżej posiedzenia Senatu, tym niższe prawdopodobieństwo, że ustawa zostanie ostatecznie przyjęta. O realnych zagrożeniach nie tylko w kontekście samego sektora bankowego w Polsce, ale i gospodarki wspominali wcześniej m.in. premier Ewa Kopacz, minister Szczurek i prezydent Andrzej Duda.

Aniela Agopsowicz ekspert rynków finansowych w firmie ekantor.pl

Serwis ekantor.pl to internetowy kantor wymiany walut, który oferuje najniższe kursy walut na rynku. Serwis powstał z myślą o przedsiębiorcach jak i osobach indywidualnych aby mogły one w sposób szybki i bezpieczny dokonywać transakcji wymiany walut. Ekantor.pl proponuje bardzo niskie spready przez co jest bardziej atrakcyjny niż banki czy kantory stacjonarne.

Skomentuj Post

Komentarze3 komentarze

 

  1. Kazam

    Jedna wielka sciema.i tak nikr kasy nie dostanie i tak jedynaa pomoc wnsytuacji gigantucznej raty kredytu to kantory internetowe na rzad nie ma co licyc trzeba kupowac franki w ekantor.pl i cieszyc sie ze chociaz oni daja nam oszczedzic

  2. robert

    cała prawda jest taka że i ludzi ryzykowali strasznie i banki jak „poczuły krew” to oferowały kredyty ludziom którzy ledwie wiązali koniec z końcem (kretyni myśleli że wartość nieruchomości będzie rosła bez końca i zawsze da się ja sprzedać jak kredytobiorca nie będzie spłacał kredytu).
    Dzisiaj wszyscy płaczą a społeczeństwo ma za to płacić!

  3. michał

    ciekawe jak to będzie gdy pomogą/pomożemy frankowiczom a tym co mają kredyt w złotówkach i płacą dużo wyższe raty od początku nic nie damy? druga sprawa to już wszystkim mamy pomagać?

Dodaj własny komentarz

  • Najnowsze

    Zobacz najnowsze i najważniejsze artykuły:

  • Rośnie znaczenie firm rodzinnych na rynku pracy

    Ponad 70 proc. polskich przedsiębiorstw to firmy rodzinne. Jak pokazują wyniki badań, młodzi pracownicy chętnie wybraliby pracę w takim przedsiębiorstwie. Mają one wizerunek pracodawców, którzy dbają o pracownika i u których można liczyć na wysokie zarobki oraz stabilność zatrudnienia. Z badania Grupy On Board Think Kong przeprowadzonego przez SW Research wynika, że co trzeci kandydat w grupie wiekowej 25–34 lata chętniej wybrałby pracę w firmie rodzinnej niż innym przedsiębiorstwie. – W kampaniach employer brandingowych czy ogłoszeniach rekrutacyjnych przedsiębiorstwa rodzinne powinny podkreślać zaangażowanie założycieli w życie firmy, bliskie relacje z pracownikami, ale również kulturę organizacyjną oraz wartości firmowe, ponieważ te ostatnie są coraz istotniejsze przy wyborze pracodawcy, szczególnie dla młodych pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Rek, dyrektor Działu Komunikacji Korporacyjnej Grupy On Board Think Kong. Jak mówią przedstawiciele firm rodzinnych, jako pracodawcy nadal stoją oni przed wieloma wyzwaniami związanymi z rozwojem swojej działalności i walką o najlepszych pracowników. – Kandydaci z generacji Y docenią autentyczną komunikację opartą o angażujące treści, budujące społeczność wokół danej marki. A przy tym przedstawienie korzyści wynikających z pracy w firmie rodzinnej w formie emocjonującej opowieści może mieć duże pole rażenia w komunikacji – mówi Katarzyna Rek. Aby móc efektywnie konkurować z otoczeniem rynkowym i wzmacniać pozycję atrakcyjnego pracodawcy, przedsiębiorstwa rodzinne powinny sięgać po różne formy pomocy, niezbędne dla ich działalności operacyjnej. Według pracujących Polaków ważnym czynnikiem wpływającym na rozwój firm rodzinnych jest wsparcie administracji publicznej. Badani uważają, że jego najatrakcyjniejszą formą są ulgi podatkowe. Twierdzi tak 2/5 respondentów. Niewiele mniej, bo 39 proc. Polaków, wskazało na dofinansowanie w obszarze badań i rozwoju. 37 proc. badanych uznało z kolei, że znaczącą rolą państwa powinno być zaangażowanie w promocję firm rodzinnych na zagranicznych rynkach. 35 proc. respondentów wskazało na przydatne doradztwo biznesowe, a 32 proc. na konsultacje prawne. – Jeżeli mówimy o firmach rodzinnych głównie jako reprezentantach środowiska MŚP, to rzeczywiście przedsiębiorcy nie zauważają specjalnego wsparcia ze strony administracji. Wprost przeciwnie, uważają, że pewną niesprawiedliwością społeczną jest to, że rząd wspiera i finansuje często ekspansję zagranicznych firm, nie wspierając w żaden sposób przedsiębiorczości w Polsce, przede wszystkim tej rodzinnej – mówi Sebastian Margalski, prezes Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych. –  Firmy rodzinne, chcąc ubiegać się o różne formy wsparcia, powinny na bieżąco monitorować zachodzące zmiany legislacyjne, gospodarcze, polityczne, a także decyzje odnośnie do uruchamianych programów rozwojowych. Równolegle warto postawić na budowanie trwałych relacji z władzami poprzez inicjatywy sektorowe, pozycjonowanie eksperckie, debaty czy konsultacje – dodaje Katarzyna Rek.

  • Największe szanse na sukces mają start-upy zakładane przez wizjonerów

    Przedsiębiorcy zakładający start-upy różnią się sposobem podejmowania decyzji, stopniem zaangażowania w firmę i strategią rynkową. Zespół naukowców z Akademii Leona Koźmińskiego wytypował cztery podstawowe grupy start-upowców: testerów, wizjonerów, replikatorów i partnerów. Z badania wynika, że największe szanse na sukces mają wizjonerzy, doświadczeni biznesmeni, którzy potrafią dobrać właściwą strategię do etapu rozwoju start-upu. Najczęściej szybko kończą swój żywot przedsięwzięcia grupy partnerów, którzy wycofują się na dalszy plan, gdy znajdą kooperantów. Według badaczy start-up to pewien etap w procesie tworzenia nowej specyficznej organizacji, która nie wywodzi się z żadnej istniejącej firmy, nie ma za sobą zespołu i doświadczeń. Najczęściej jest zakładana przez młodych, niedoświadczonych przedsiębiorców, którzy wykorzystują zidentyfikowaną okazję przedsiębiorczą. – Poszczególne grupy przedsiębiorców różnią się logiką podejmowania decyzji w kolejnych etapach życia start-upu, są w bardzo dużym stopniu powiązane z wdrażaną strategią. Z jednej strony mamy takich, którzy wdrażają przyczynowo-skutkową logikę podejmowania decyzji i oni najczęściej zaczynają od biznesplanu (replikatorzy). Po drugiej stronie mamy często młodych, niedoświadczonych przedsiębiorców, którzy zaczynają od tego, że patrzą na to, jakie mają zasoby, czym dysponują i wybierają pomiędzy różnymi rezultatami, jakie mogą osiągnąć (testerzy) – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Szymon Wierciński z Katedry Strategii na Akademii Leona Koźmińskiego. Trzecia kategoria łączy oba te podejścia. Najbardziej doświadczeni przedsiębiorcy z tej kategorii są w stanie dobierać sposób podejmowania decyzji do potrzeb, jakie są związane z danym etapem przedsięwzięcia. – Tych przedsiębiorców nazwaliśmy wizjonerami. W naszym badaniu okazało się, że takie start-upy mają największe szanse na odniesienie sukcesu – podkreśla Wierciński. Ostatnia kategoria to partnerzy, którzy najczęściej już działają na rynku, mają firmę bądź start-up, ale chcą rozwijać poza nim kolejny, nowy projekt. – Żeby te kolejne pomysły się nie zmarnowały, potrzebne jest zaangażowanie nowych osób do ich prowadzenia. Ci przedsiębiorcy bardzo często zamiast tworzyć biznesplan, bardzo szybko, w przeciągu paru dni, potrafią postawić prototyp strony, serwisu, jakiegoś rozwiązania i poszukują na rynku partnerów, z którymi mogliby ten start-up wdrożyć – wyjaśnia przedstawiciel Akademii Leona Koźmińskiego. Najczęściej partnerzy dzielą się udziałami z zaangażowanymi osobami, a sami z czasem zostają z tyłu jako osoby konsultujące, niezaangażowane bezpośrednio. Z badań uczelni wynika jednak, że te przedsiębiorstwa najczęściej dość szybko kończą działalność. Badanie jakościowe było realizowane w latach 2014–2016 w oparciu o analizę 17 studiów przypadku na próbie polskich i międzynarodowych start-upów.

  • Co trzecia firma rozpocznie inwestycje w ciągu 6 miesięcy

    Polskie firmy dość ostrożnie planują swoje inwestycje. Z raportu Deutsche Bank wynika, że na najbliższe pół roku zamiar rozpoczęcia jakiejś formy inwestycji deklaruje jedna trzecia przedsiębiorstw. Z tej grupy ponad 60 proc. chce wykorzystać do tego własne środki, a niecałe 30 proc. sięgnie po kredyt bankowy. Finansowanie zewnętrzne chętniej wykorzystują większe firmy. – Około 30–35 proc. badanych przez nas przedsiębiorstw zamierza realizować inwestycje. Na wysoko rozwiniętych rynkach, np. na rynku niemieckim, który jest sztandarowym przykładem rozwoju poprzez inwestycje, odsetek ten jest większy, ale nie aż tak znacząco, bo wynosi ponad 40 proc. To nie jest 60 czy 70 proc. – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Leszek Niemycki, wiceprezes zarządu Deutsche Bank Polska. Z badania Deutsche Banku „Polskie firmy w obliczu wyzwań – plany, rozwój, finansowanie” wynika, że skłonność do inwestycji jest zbliżona zarówno w grupie małych, jak i większych firm. Te najmniejsze podmioty są jednak bardziej ostrożne. – Małe firmy mają na pewno dużo większe obawy co do swojej przyszłości i rozwoju sytuacji na rynku, w związku z tym obierają metodę małych kroków, czyli powoli, ale bezpiecznie. Jest to bardzo pragmatyczne podejście dla małych przedsiębiorców. Nie powinni oni ryzykować i lewarować nadmiernie swoich środków, nadmiernie budować ekspansji, bo często może się to skończyć błędnymi decyzjami i utratą ciężko wypracowanych przez lata majątków – mówi Leszek Niemycki. Z kolei większe przedsiębiorstwa, dysponujące większą bazą kapitałową, częściej wskazują na inwestycje w rozwój geograficzny. Ekspansji na rynki zagraniczne sprzyjają m.in. relatywnie niskie koszty pracy w Polsce oraz coraz lepsza reputacja polskich produktów za granicą. 95 proc. firm deklarujących zamiar inwestycji wskazało Unię Europejską jako kierunek rozwoju. Chęć ekspansji na dalsze rynki wskazywały częściej duże przedsiębiorstwa. 65 proc. firm deklarujących inwestycje sfinansuje je ze swoich środków. Około 30 proc. rozważa kredyt bankowy, a co czwarte przedsiębiorstwo liczy na fundusze unijne. Na możliwość pozyskania finansowania zewnętrznego najczęściej wskazywały największe firmy, osiągające obrót roczny powyżej 50 mln euro. – Firmy są w stanie w bardzo dobry sposób wykorzystać relatywnie tani pieniądz, który dzisiaj mamy w Polsce, oraz perspektywę, że pozostanie tani jeszcze przez najbliższe prawdopodobnie co najmniej kilkanaście miesięcy – podkreśla Niemycki. Najczęściej wskazywanym celem inwestycji jest zwiększenie mocy produkcyjnych. Plany te obejmują m.in. zakup oprogramowania, maszyn, urządzeń, wymianę floty samochodowej. Średnio co piąta firma chce zainwestować w badania i rozwój. Eksperci Deutsche Bank oceniają, że coraz większe znaczenie innowacyjności jest dobrym prognostykiem na przyszłość, zarówno dla firm, jak i dla całej gospodarki. – Wymagający klient europejski, nie mówiąc o kliencie amerykańskim czy azjatyckim, oczekuje, że produkt będzie najwyższej jakości. Jeżeli on ma być najwyższej jakości i ma być konkurencyjny w stosunku do takich krajów, jak Korea, Wielka Brytania czy USA, to musi być to górna półka. Przede wszystkim musi być w tym produkcie coraz więcej innowacji, nowoczesnej technologii, polskiej myśli technicznej – mówi Leszek Niemycki. Co ciekawe, choć krajowe firmy nie są zbyt entuzjastycznie nastawione do finansowania zewnętrznego, to 35 proc. z nich wskazuje trudny dostęp do takiego finansowania jako największą barierę rozwoju. Dla ok. 25 proc. przedsiębiorstw są to zatory płatnicze i wywołane nimi trudności z płynnością finansową. – Główną barierą przewijającą się w tym badaniu i wskazaną przez blisko 90 proc. przedsiębiorców są problemy z terminami płatności, wydłużonymi terminami płatności oraz zaległościami w rozliczaniu bieżących płatności, co niestety bardzo negatywnie wpływa na płynność finansową i stwarza wiele problemów polskim przedsiębiorcom – wyjaśnia wiceprezes Deutsche Bank Polska. Wśród innych poważnych barier znalazły się także trudności w znalezieniu pracowników (13 proc.) czy rosnąca konkurencja (4 proc.).

  • Jak usprawnić pracę w swojej firmie?

    Prowadzenie firmy wiąże się z wieloma czasochłonnymi procesami, a przedsiębiorcy robią co mogą, żeby zoptymalizować działania swoje oraz swoich pracowników. Wyjątkowo czasochłonna i problematyczna jest księgowość – zwłaszcza ta prowadzona w klasyczny, „papierkowy” sposób. Brak pełnej kontroli nad finansami, zagubione faktury czy kiepskie możliwości analizy danych to jedne z wielu czynników, które negatywnie wpływają na zarządzanie firmą. Istnieją jednak sposoby, które pozwalają na skuteczną kontrolę finansów. Chodzi o elektroniczne systemy obiegowe, które – dotychczas dostępne w dużych firmach - obecnie podbijają serca właścicieli małych i średnich firm. Jednym z takich systemów jest FlexiWorkflow – Elektroniczny Obieg Dokumentów (EOD). Klasyczna księgowość Wszystkie rozwiązania księgowe, które nie są oparte na automatyzacji i nowych technologiach, obarczone są w dużym stopniu ludzkimi błędami. Kłopotliwe jest przede wszystkim zarządzanie dokumentami w formie fizycznej – czy to ich przechowywanie, czy dostarczanie z miejsca na miejsce. „Lubią” one się zgubić, zapodziać, ukryć, a my gorączkowo ich szukamy, tracąc niepotrzebnie nerwy i czas. Zdarza się, że trafiają one w nieupoważnione ręce osób trzecich, albo że brak jest podpisu lub jest on nieczytelny. Często sięganie po pomoc przy pomyłkach jest już niemożliwe i należy przeprowadzać czasochłonne akcje ratunkowe, poruszając niebo i ziemię żeby odnaleźć brakujące faktury… Warto zapewnić sobie w tej kwestii całkowity spokój i skorzystać z EOD, który całkowicie zapobiega wszystkim wyżej wymienionym problemom. Jednym z takich systemów jest FlexiWorkflow, czyli Elektroniczny Obieg Dokumentów. Został stworzony w konsultacji ze specjalistami o kwalifikacjach ACCA oraz z biegłymi rewidentami i doradcami podatkowymi, a jego zadaniem jest pełna obsługa systemów obiegu dokumentów, czyli kontrola i analiza procesów finansowo-księgowych w małych firmach i dużych przedsiębiorstwach. Korzystanie z takiego programu pozwala na natychmiastowe archiwizowanie dokumentów papierowych, szybką akceptację oraz czytelną analizę. Zwłaszcza ten ostatni element jest ważny w nowoczesnym biznesie – analiza danych znacząco wpływa na optymalizację kosztów w firmie. Elektroniczny Obieg Dokumentów  - kto powinien korzystać? Przedsiębiorcy często pytają się, czy takie rozwiązanie jest im w ogóle potrzebne, zwłaszcza, jeśli posiadają już swój własny dział księgowości. Okazuje się jednak, że nawet w takich firmach FlexiWorkflow potrafi usprawnić procesy i zautomatyzować księgowanie. System ten jest dostępny zarówno w chmurze jak i w formie indywidualnej instalacji na serwerze klienta. Kto jednak powinien zwrócić na niego szczególną uwagę? Przede wszystkim firmy, których struktura geograficzna nie jest jednolita. Jeżeli przedsiębiorstwo posiada oddziały terenowe, a biura mieszczą się gdzie indziej niż centrala, to bezpieczeństwo i wygoda obiegu dokumentów powinna być absolutną podstawą. Podobnie jest z wielopodmiotowymi firmami, które dzięki Flexi EOD mogą ujednolicić zasady przepływu dokumentów w całej strukturze biznesowej oraz ułatwić śledzenie wszelkich działań rachunkowych. W obu tych przypadkach szalenie istotną rolę odgrywa swobodny podgląd i analiza przesyłanych danych – dzięki FlexiWorkflow jest to możliwe z jednego miejsca, bez konieczności bezpośredniej wymiany dokumentów między oddziałami i strukturami. Zainteresować się nim powinny też wszystkie podmioty, które wykorzystują zamówienia zakupu, gdyż automatyzacja tego procesu w znacznym stopniu ograniczy pracę administracyjną. Workflow paruje zamówienia z fakturami, zapewniając kontrolę zgodności z zamówieniem. Ostatnią grupą firm, które mogą w znacznym stopniu zwiększyć swoją wydajność dzięki Elektronicznemu Obiegowi Dokumentów, są firmy wymagające sprawnego i szybkiego zamknięcia miesiąca. Dzięki Flexi EOD obieg wszystkich dokumentów skraca się do statystycznie kilku dni, w wielu wypadkach nawet do godzin. Do wszelkich niezaakceptowanych faktur automatycznie tworzą się rezerwy, każdy dokument jest na bieżąco skanowany i wysyłany do systemu. Nowoczesność popłaca Dzięki rozwiązaniom na miarę XXI wieku, takim jak FlexiWorkflow, kompleksowe procesowanie danych księgowych dostępne jest w jednym systemie. Istotny jest fakt, że można zintegrować go z dowolnym programem księgowym, zatem nie wystąpi zjawisko tzw. „double work”. Filtrowanie, szukanie i analiza dokumentów jest naprawdę wygodna i bezproblemowa, a transparentność rachunkowa jest absolutną podstawą skutecznego zarządzania firmą. Czy tego chcemy czy nie dokumentacja przenosi się do świata digitalowego, jednak jest to w pełni zrozumiałe. Automatyzacja procesów, które w tradycyjnym wydaniu są czasochłonne, to naturalna konsekwencja rozwoju technologicznego. Warto zatem postawić na bezpieczeństwo danych i wygodę ich dostarczania i przetwarzania. Warto postawić na FlexiWorkflow!

  • Outsourcing pracowników nadużywany przez nieuczciwe firmy

    Na polskim rynku pracy tzw. outsourcing pracowników nie jest regulowany szczegółowymi przepisami prawa. Dla wielu pracodawców jest to korzystne, umożliwiające elastyczność narzędzie, ale nieuczciwe firmy wykorzystują tę furtkę, obchodząc dzięki niej przepisy o pracy tymczasowej. Skorzystanie z usług takiej firmy może okazać się dla pracodawcy kosztowne. – Praca tymczasowa i outsourcing to często mylone pojęcia. Pierwsza ma swoją definicję prawną i może być wykonywana pod warunkiem, że pracownik jest zatrudniony przez agencję zatrudnienia. Natomiast outsourcing może praktykować każda firma i to w różnych postaciach. Może to być umowa o pracę, zlecenie, ale niestety również umowa o dzieło. Nieuczciwe firmy, które chcą obejść ustawę o pracy tymczasowej, stosując outsourcing personalny, zatrudniają pracowników właśnie w oparciu o umowę o dzieło – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Adamkiewicz, prezes zarządu Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia. Jak podaje ZUS, outsourcing pracowniczy może być zdefiniowany m.in. jako przekazanie przez firmę innym podmiotom niektórych zadań w procesie działalności tej firmy, a podmioty przejmujące wykonują zadanie, wykorzystując własne zasoby, lub też jako przekazanie wszystkich pracowników firmie oferującej outsourcing. Eksperci podkreślają, że może to być przydatne narzędzie, które m.in. pozwala przedsiębiorcom elastycznie reagować na trudną sytuację na rynku pracy. Jednocześnie bywa ono wykorzystywane, by omijać przepisy. Chodzi o sytuacje, kiedy firmy dokonujące przejęcia pracowników nie odprowadzają składek na ubezpieczenia społeczne za nich. Odpowiedzialność za to często spada na faktycznego pracodawcę. Przed takimi sytuacjami ostrzega także Najwyższa Izba Kontroli. W wyniku kontroli Izba zidentyfikowała 317 pracodawców, którzy na przestrzeni ostatnich kilku lat zawarli umowy z podmiotami oferującymi zniżki (sięgające 40-60 proc.) w obowiązkowych składkach na ubezpieczenie społeczne pracowników w ramach outsourcingu pracowniczego. Firmy te z czasem w ogóle zaprzestały odprowadzać składki i podatki. Problemy z tego tytułu miało 15,3 tys. ubezpieczonych. – Chciałbym przestrzec pracodawców, którzy będą chcieli korzystać z tańszych usług. Nie zawsze opłaca się tanio, bo potem trzeba będzie płacić. W tej chwili jest bardzo duży szkopuł dla tych firm, które korzystały cztery lata temu z usług Centrum Niderlandzkiego czy Royal, teraz muszą płacić do ZUS-u te składki, które wcześniej zapłaciły tamtym firmom – mówi Jarosław Adamkiewicz. NIK wskazał, że potrzebne są mechanizmy, które umożliwiłyby państwu skuteczną reakcję w przypadku wykorzystywania outsourcingu pracowniczego do omijania prawa. Przeciwdziałać nieprawidłowościom zamierza Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który podczas zorganizowanego na początku października Forum Współpracy zaproponował, aby zdefiniować dokładne pojęcie outsourcingu pracowniczego. Wśród omawianych pomysłów było też wprowadzenie obowiązku podawania powodu wyrejestrowania płatników składek i ponownej rejestracji z powodu outsourcingu zatrudnienia. – Żaden kraj na świecie nie ma wypracowanej definicji outsourcingu. Pojawiła się jednak inicjatywa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i gdyby udało się to zmienić, bylibyśmy pierwsi. Problem jest palący, chociażby z uwagi na to, że niedługo wejdzie w życie nowelizacja ustawy o pracy tymczasowej, bardzo ściśle związana z outsourcingiem – podkreśla Jarosław Adamkiewicz. Celem nowelizacji przepisów, która ma wejść w życie w 2017 roku, jest większa ochrona praw pracowników tymczasowych oraz przeciwdziałanie nadużyciom stosowanym przez nieuczciwe agencje zatrudnienia i pracodawców. Jednak organizacje zrzeszające pracodawców przestrzegają, że aktualne propozycje zawierają wiele nieścisłości, a wprowadzenie ich w obecnym kształcie spowoduje wzrost zainteresowania usługami outsourcingu pracowniczego. ZUS radzi, by firmy, które zamierzają skorzystać z usługi outsourcingowej zwróciły szczególną uwagę na skutek zawierania tego typu umów w kontekście opłacania składek. Adamkiewicz podkreśla, że chcąc skorzystać z usług agencji zatrudnienia bądź pracy tymczasowej, pracodawcy powinni dokładnie sprawdzić jej renomę, cennik oraz wybierać podmioty zrzeszone w organizacjach branżowych. – Jeżeli agencja jest zrzeszona w związku branżowym, to podbija to jej wiarygodność, ponieważ związek monitoruje jej pracę na bieżąco i przyznaje certyfikaty. Przykładowo, każdy członek naszej organizacji podpisał zobowiązanie, że nie będzie używał umów o dzieło w celu dumpingowania usług. W przypadku firm czy agencji niezrzeszonych istnieje pewne ryzyko, przed podjęciem współpracy trzeba więc zasięgnąć języka i sprawdzić, czy nie obchodzą one prawa. Zazwyczaj cena pokazuje, czy jest to przekręt, czy rynkowa usługa – mówi Jarosław Adamkiewicz. Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia skupia ponad 60 agencji specjalizujących się w rekrutacji, doradztwie personalnym, pracy tymczasowej i outsourcingu.

  • Rośnie rola marketingu w firmach

    Powszechny dostęp do technologii mobilnych i internetu wykreował nowy typ konsumenta, który z jednej strony jest bardziej świadomy swoich decyzji, a z drugiej pozostawia po sobie tysiące śladów w przeglądarkach, aplikacjach i systemach transakcyjnych. To wyzwanie dla marketingu, który aby nadążyć za konsumentami, musi korzystać z nowych narzędzi. Dzięki postępującej od dekady automatyzacji, marketing zaczyna generować spore przychody, a jego rola w firmach i przedsiębiorstwach rośnie. – Marketing przechodzi rewolucję. To jedyny dział w firmie, który podlega ogromnym zmianom i jest to związane z nieustannie zmieniającymi się modelami zakupowymi klientów. Współczesny konsument ciągle zmienia sposób, w jaki dokonuje wyboru produktów i usług. To powoduje, że praca marketera też musi się zmieniać, a za konsumentem musi podążyć również technologia. To odróżnia marketing od innych obszarów, takich jak księgowość, produkcja czy logistyka, które są bardziej stabilne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Błażewicz, autor książki „Rewolucja z Marketing Automation” wyd. PWN i prezes zarządu SALESmanago. Rewolucja technologiczna sprawiła, że obecnie większość konsumentów korzysta ze smartfonów i ma dostęp do internetu, za pośrednictwem którego robi zakupy albo szuka informacji o interesujących go produktach i usługach. Z opublikowanego w połowie tego roku raportu Gemius wynika, że już niemal co drugi Polak (47 proc.) dokonuje zakupów w sieci. Konsumenci zostawiają po sobie tysiące śladów w przeglądarkach internetowych, systemach transakcyjnych i aplikacjach mobilnych. To wyzwanie dla marketingu, który musi korzystać z coraz to nowszych narzędzi. – O ile dziesięć lat temu mówiliśmy o przesunięciu modelu zakupowego z offline do online, to dzisiaj większość użytkowników korzysta już z technologii mobilnych. Technologia ewoluuje i wykorzystuje nowe narzędzia, jak choćby ostatni przykład – booty facebookowe. Technologia musi nadążać za zmianami po to, aby wykorzystać pełny potencjał marketingowy związany z nowymi technikami i narzędziami – uważa Grzegorz Błażewicz. Jedną z najważniejszych zmian zachodzących w marketingu jest tzw. marketing automation, czyli postępująca automatyzacja. Dzięki specjalistycznemu oprogramowaniu firmy i przedsiębiorcy mogą gromadzić duże ilości danych o indywidualnych klientach (np. wiek, płeć, miejsce zamieszkania, aktywność w internecie). Analiza tych danych i wykorzystanie ich w marketingu pozwala zwiększyć jego efektywność i podnieść przychody. W efekcie wzrasta znaczenie marketingu w strukturze organizacji. – Marketing automation to filozofia marketingu, której zastosowanie z jednej strony zmienia optykę osoby pracującej w tym dziale. Z drugiej strony umożliwia transformację marketingu z działu typowo kosztowego, który przepala budżety, w taki, który faktycznie buduje wartość firmy poprzez wdrażanie różnego rodzaju procesów marketingowych, do których można przypisać strumienie przychodowe. To jest rewolucyjna filozofia, która powoduje, że status marketingu drastycznie rośnie w każdej organizacji – mówi Grzegorz Błażewicz. Marketing automation to termin stosunkowo nowy na polskim rynku, ale na świecie narzędzie cieszy się coraz większą popularnością. Z raportu „State of B2B Marketing Automation 2015” przeprowadzonego przez firmę Regalix wynika, że z marketing automation korzysta 79 proc. firm. Z kolei z globalnego badania przeprowadzonego w 2015 roku przez Ascend2 i Marketo wynika, że 91 proc. marketerów osiągających najlepsze wyniki uważa automatyzację za kluczowe narzędzie. 63 proc. firm, które efektywnie wdrożyły marketing automation, zamierza podnieść swój budżet na wydatki marketingowe. Zdaniem autora książki „Rewolucja z Marketing Automation” w klasycznym marketingu pieniądze wydawane przez ten dział są zazwyczaj kosztem. Natomiast w marketing automation to inwestycja, która w określonym czasie ma przynieść zwrot. – Ten zysk może być mierzalny w różny sposób. Może być związany z ograniczeniem manualnej pracy wykonywanej przez dział handlowy i dział marketingu. Może być również związany z przyspieszeniem procesów obsługi klienta bądź ograniczeniem kosztów obsługi call center. Najczęściej jednak zysk jest wypadkową, która wynika ze wzrostu konwersji komunikacji mailowej, przez media społecznościowe albo stronę internetową na sprzedaż – mówi Grzegorz Błażewicz. Postępująca rewolucja w technologii wymusiła zmiany zarówno w marketingu, jak i w postawach konsumentów, którzy stają się coraz bardziej świadomi i mniej podatki na standardowe kampanie marketingowe. – Decyzje konsumenckie są coraz bardziej świadome. Wydaje się, że konsumenci są mniej podatni na masowe kampanie, a z biegiem lat przejmują coraz większą część procesu decyzyjnego i zakupowego. O ile kilka lat temu handlowcy, kampanie i wpływy wywierane na konsumentów miały ogromne znaczenie, o tyle dziś stają się oni coraz bardziej niezależni – mówi autor książki „Rewolucja z Marketing Automation”. Grzegorz Błażewicz to założyciel i prezes zarządu SALESmanago Marketing Automation, pierwszej w Polsce i jednej z pierwszych w Europie platform automatyzacji marketingu, z której dziś korzysta 5000 firm w 40 krajach świata. Ma ponad 15 lat doświadczenia w polskiej i międzynarodowej branży marketingowej. Pełnił funkcje m.in. dyrektora marketingu Grupy Kapitałowej Comarch i był prezesem zarządu Interia.pl. Od 5 lat jako przedsiębiorca zajmuje się tworzeniem oprogramowania dla działów marketingu.

  • Polecane przez The Business Times:
  • Polecane przez The Business Times:
GIEŁDA

Pomysł Na Biznes

Jeśli chcesz, żeby biznes nie krył przed Tobą tajemnic warto na tym forum wymieniać się poglądami.

Biznes Plan

Biznesplany różnych firm, przykładowy biznes plan, gotowy biznes plan.

Inwestowanie

Giełda Papierów Wartościowych, Forex, Fundusze Inwestycyjne, Złoto i Surowce.
KURSY WALUT
Agencja Marketingowa
© Times Press sp. z o.o. 2014 | Version 3.0.01.2014
Registered in Poland Registered office: Piastowska 46 lok.1, Jelcz-Laskowice, 55-220




www.BusinessTimes.pl nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zamieszczonych w serwisie,
ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie treści, które zawiera www.BusinessTimes.pl.